Syndrom poświąteczny: napad złości czy choroba?
%3Aformat(jpg)%3Aquality(99)%3Awatermark(f.elconfidencial.com%2Ffile%2Fbae%2Feea%2Ffde%2Fbaeeeafde1b3229287b0c008f7602058.png%2C0%2C275%2C1)%2Ff.elconfidencial.com%2Foriginal%2F40b%2Fb93%2Fc97%2F40bb93c970798ce8a7e219503afaa455.jpg&w=1920&q=100)
Są dwie sytuacje, które cyklicznie powtarzają się w naszym życiu. Nie pojawiają się w kalendarzu ani nie mają ustalonej daty, ale nieuchronnie się pojawiają, niezależnie od tego, jak bardzo się staramy. Jeśli zdecydujemy się uporządkować je chronologicznie, pierwszą z nich jest tzw. styczniowa chandra . Odnosi się ona do uczucia depresji, które pojawia się po świętach Bożego Narodzenia, kiedy waga rejestruje nasze kulinarne ekscesy, a wyciąg z konta potwierdza, że wydajemy ponad stan .
Inną sytuacją, która powtarza się co roku, jest tzw. stres po urlopie . Pojawia się on najczęściej we wrześniu (ponieważ sierpień to miesiąc, który większość ludzi wybiera na letni relaks ), ale każdy doświadcza go według własnego harmonogramu. Jest on tak zakorzeniony, że temat ten jest powtarzany co roku w wiadomościach , programach radiowych i prasie.
Czym jest syndrom po wakacjach ? Przejrzałem opublikowane definicje, a odpowiedzi bywają niejasne, a czasem niejednoznaczne. Nie znalazłem złego sformułowania: „Syndrom, który objawia się takimi objawami, jak zmęczenie, brak motywacji, smutek, drażliwość , a w niektórych przypadkach także lęk ”. Definicja, pochodząca ze sztucznej inteligencji Google , dodaje, że „nie jest to rozpoznana choroba, lecz raczej przejściowe zaburzenie adaptacyjne ”.
Pamiętam, że gdy byłem młodszy, powrót do pracy po wakacjach nie stanowił dla mnie problemu. Powiedziałbym nawet, że jeszcze bardziej nie mogłem się doczekać powrotu na salę operacyjną i do codziennych zajęć; do adrenaliny nieodłącznie związanej z moim zawodem chirurga; do codziennej pracy z pacjentami i zabiegów. Z biegiem czasu (nie wiem, czy to z powodu wypalenia zawodowego , czy po prostu dlatego, że się starzeję) odczuwam objawy stresu poświątecznego na własnej skórze po powrocie z urlopu. I z każdym kolejnym rokiem, coraz bardziej.
:format(jpg)/f.elconfidencial.com%2Foriginal%2Fdd1%2F14c%2F2ed%2Fdd114c2edc93208facf3f7945bee840c.jpg)
Dzień przed powrotem to zazwyczaj niedziela, dzień, w którym wszyscy wracamy z urlopu (zamiast zrobić to wcześniej, spokojnie i w uporządkowany sposób, sama liczba osób sprawia, że spieszymy się do ostatniej chwili). Najwyżej poprzedniego wieczoru masz czas na rozpakowanie się i pranie, ubolewając nad swoim istnieniem i pechem. Czujesz ciężar na głowie, który przygniata cię do ziemi, udrękę , złość. Tej samej nocy, nocy przed powrotem do pracy, nie śpisz dobrze. W moim przypadku obawiam się, że zapomniałem, jak się pracuje , że nie wiem, jak sobie poradzić z pracą. Oczywiście, to absurdalna myśl, bo to mój zawód i robię to od wielu lat, ale nic na to nie poradzę.
Następnego ranka dzwoni budzik i chcesz umrzeć. Nie zmrużyłeś oka i czujesz się jak ktoś skazany na śmierć przez pluton egzekucyjny. Ale wstajesz, ubierasz się i idziesz do szpitala . Nie masz innego wyjścia, bo nie jesteś bogaty (i nigdy nie będziesz). Kiedy przychodzisz do pracy, wpisujesz hasła do komputera i z trudem je pamiętasz; przeklinasz siebie. Próbujesz ponownie, ale wielokrotnie popełniasz błędy i musisz dzwonić do działu IT, co powoduje podwójne cierpienie: z powodu lenistwa i bezużyteczności . Po skończeniu pracy zaglądasz do dokumentacji medycznej i przeglądasz przyjętych pacjentów, których, jak widać, nawet nie znasz, i zlecasz badania lub oglądasz konkretne badanie obrazowe. I nagle zdajesz sobie sprawę, że pracujesz już godzinę i jesteś wyczerpany . Potwierdzasz, że niedawno, o tej porze, jadłeś śniadanie przed wyjściem na plażę lub przewracałeś się w łóżku w najbardziej leniwy sposób, jaki można sobie wyobrazić. Ale nie, to już koniec. Nagle wszystko jest takie dalekie. I załamujesz się.
Na szpitalnych korytarzach widzisz nowych przybyszów takich jak ty: chodzą z głowami spuszczonymi, przeglądając letnie zdjęcia na telefonach, a ich opalona cera zdradza, że cierpią na syndrom powakacyjny. Ten sam, który masz ty. Twoje stopy z trudem znajdują rytm, gdy chodzisz, i czują się dziwnie, ponieważ są przyzwyczajone do nienoszenia butów. Dziwnie jest nie mieć niczego między pierwszym a drugim palcem, jak wtedy, gdy nosisz klapki, i popadasz w jeszcze większą depresję. Ale zaciskasz zęby, ponieważ wiesz, że chodzi o przetrwanie trudnych czasów i że wkrótce wrócisz do rytmu wiecznej bieżni, jaką jest życie zawodowe. Zaciskasz zęby i idziesz dalej, kręcąc się jak chomik . Zajmuje to kilka godzin, może dzień, dwa, ale w końcu przechodzisz przez ruchy.
Pracownik, który dopiero co zaczął pracę w pierwszy poniedziałek , czuje burczenie w brzuchu w połowie poranka . Tego dnia wypił tylko filiżankę kawy, a ponieważ od tygodni jadał obfite śniadania, jego jelita pilnie potrzebują uwagi. Ale nie, nie będzie nic jadł, bo wczoraj wieczorem, kiedy nie spał, zrobił akt skruchy i osobiście obiecał sobie zmianę nawyków i stylu życia. Jak co roku o tej porze, przysiągł sobie, że dziś zacznie zbilansowaną i zdrową dietę . Koniec z brioszkami i croissantami. Oczywiście zrezygnuje z piwa (przez ostatnie kilka dni robił to prawie codziennie), a także z tytoniu i z ekscesów. Myśl, która logicznie rzecz biorąc, prowadzi go do innej, bardziej klasycznej: „ Musisz wrócić na siłownię , całkowicie ją porzuciłeś”. Płaci miesięczną składkę i nie był tam od stycznia, czyli cztery dni po Bożym Narodzeniu, i nawet nie pamięta, jak ani dlaczego przestał chodzić. Tak. Jest zdecydowany wrócić na siłownię. To czas zmian.
Dlaczego pracownik czuje się tak nieswojo?Tej nocy pracownicy rozmyślali również nad innymi kwestiami. Na przykład nadszedł czas na zaległe remonty. Czas na poszukiwanie nowych wyzwań, innych bodźców. Powrót z urlopu to rodzaj osobistego katharsis , ponownej adaptacji; powrotu do bardziej tradycyjnych wartości. Do rutyny, do dobrych nawyków, do nauki. Akademie językowe, które we wrześniu bombardują pracowników bezkonkurencyjnymi cenami, dobrze o tym wiedzą. Oferują prywatne kursy korepetycji z języka angielskiego, niemieckiego lub chińskiego dla początkujących (ten ostatni wkrótce będzie niezbędny, jak sugerują ich reklamy), a powrót latem to czas na zapisy . Szkoły językowe wiedzą, że to optymalny moment, aby nacisnąć ten przycisk . Kadra kierownicza, zarządy i politycy również rozumieją, że nadszedł czas na zmiany, na nowe projekty, na wznowienie zaległych spraw. Niektóre zostaną zrealizowane. Wiele innych pozostanie w toku i zostaną ocenione w bardziej dogodnym czasie (który oczywiście zbiegnie się z początkiem stycznia lub wrześniem).
Dlaczego pracownicy są tak niespokojni po powrocie? Czy to możliwe, że stali się zbyt zdezorganizowani, a powrót odbija się na całym ich chaosie? To właśnie podczas wakacji wiele osób zaniedbuje się i sięga dna. Tracą zdrowe nawyki i rutyny, które zakotwiczają ich w codziennej rzeczywistości , i zaniedbują się. „Nie mogę się doczekać wakacji, żeby móc wprowadzić mózg w stan płaskiego EEG” – mówią. I wielu z nich rzeczywiście to robi, spędzając dni bez żadnych zmartwień poza wykonywaniem podstawowych czynności i zaspokajaniem wszelkich apetytów i pragnień.
To ci, których lato zamienia w leniwe ameby . Miękkie, kuliste istoty, które rozkładają się na ręczniku plażowym, gdzie bezradnie się miotają, czekając, aż ich szara substancja roztopi się w słońcu. Ale nie. Nie chcę być aż tak niesprawiedliwy. Wielu korzysta z wakacji, żeby poczytać… Bestsellery redagowane z myślą o letniej konsumpcji . Książki publikowane przez wydawców, którzy polegają na influencerach lub celebrytach, którzy (rzekomo) niestrudzenie pracują nad pisaniem takich tekstów. (Ale tak to już jest; wydawcy muszą przetrwać w świecie, swoim własnym, który umiera, bo ludzie nie czytają, a ci, którzy czytają, nie kupują. Bo jesteśmy skłonni wydawać pieniądze na książki, ale nie na piwo i tapas.)
Wiele zmian wprowadzanych przez pracowników po urlopie obejmuje samodzielne narzucenie sobie starej zasady „czytania jednej książki miesięcznie”, która zawsze była uważana za reżim zgodny z zasadami osoby wykształconej . Najbardziej wrażliwi i odważni z nich podejmują nawet inicjatywę założenia dziennika, w którym będą zapisywać swoje nowe cele na nowe życie, a także osiągnięcia, które osiągają dzień po dniu. Dlaczego? Ponieważ ludzie wiedzą, że trzymanie się rutyny to jedyna droga do zbawienia dla gatunku , jakim jest nasz, zawsze skłonnego do lenistwa, minimalizmu i rozrzutności.
Powrót z wakacji jest dla nas pewnego rodzaju osobistym katharsis, zmianą nastawienia, powrotem do bardziej tradycyjnych wartości.
Dlatego powrót z wakacji to czas na relaks i znalezienie innych zajęć, które zajmą Twoją rutynę , takich jak malowanie żołnierzyków, kolekcjonowanie naparstków, długopisów, znaczków, kart kolekcjonerskich itp. W związku z tym, całkiem sporo firm wydawniczych kiedyś zasugerowało zakup encyklopedii na raty lub złożenie samochodu Formuły 1 kawałek po kawałku. Pierwszy element był obraźliwie tani , ale cena reszty rośnie wykładniczo, gdy głupia osoba, która wierzy, że może skompletować nieskończoną kolekcję, uzależni się. Teraz, gdy jesteśmy zobowiązani do rutyny, aby uniknąć stresu po wakacjach , a także jako sposób na zmianę naszego życia, wykorzystajmy okazję do uporządkowania naszych szuflad i szaf , przemeblowania, powieszenia pracy lub planów zajęć dzieci na lodówce, a nawet cotygodniowego arkusza planowania posiłków.
Jak możemy zwalczać te objawy, które niszczą nas jako ludzi ? Co mówią eksperci? Psychologowie i socjologowie zalecają szereg zaleceń, aby uniknąć tego syndromu , który, jak się wydaje, jest tak ważny, że zasługuje na nazwę i miejsce w naszym życiu. I zastanawiam się: czy psychologowie muszą interweniować, aby powiedzieć nam, co robić z depresją po wakacjach? Czy muszą napisać listę oczywistych zaleceń? Czy żadna rozumna istota nie jest w stanie sama dojść do takich wniosków? Czy powinniśmy nazywać to syndromem, skoro jest tak ważne? Czy ludzie są jak owce, za przyzwoleniem owiec?
Zastanawiam się też: czy nie moglibyśmy mieć wakacji z odpoczynkiem, plażą i spokojem, ale też z pewnymi tymi samymi rutynami, które mamy przez resztę roku? Czy codzienne rozpusty są konieczne , aby uznać okres letni za satysfakcjonujący? Czy nie możemy ćwiczyć, jeść zbilansowanej diety i angażować się w minimum aktywności kulturalnej, ciesząc się długo wyczekiwanymi wakacjami ? Czy to aż tak źle, że nie możemy całkowicie odłączyć się od innej (prawdziwej) rzeczywistości? Czy nie możemy uporządkować szuflad, uczyć się angielskiego, zbierać znaczków, czytać klasyki, oglądać europejskie filmy, rzucić picie i palenie, będąc na plaży? Dlaczego przyjemność wiąże się z chęcią posiadania płaskiego EEG?
I na koniec: czy możliwe jest, że syndrom powakacyjny to w rzeczywistości napad złości rzucany przez osobę, która wie, że tak naprawdę pozwoliła sobie na wakacjach na zbyt wiele ?
Wracaj do zdrowia i szczęśliwego powrotu do pracy.
El Confidencial